FreshMail.pl

Uzdrawianie zranień historii – Armand Volkas

Przemówienie Armanda Volkasa wygłoszone na spotkaniu Narodowego Towarzystwa Dramaterapii

9 listopada 2003, Albuquerque, Nowy Meksyk

publikacja i przekład za zgodą autora
przeł. Małgorzata Kalinowska

 

(Członkowie grupy The Living Arts Playback Theatre otwierają wystąpienie Armanda Volkasa wypowiadając nazwę swojej tożsamości kulturowej i opisują przeżywane w tym momencie uczucia. Grupa odpowiada na każdą wypowiedź dźwiękiem, ruchem, lub żywą rzeźbą wyrażającą słowo. Członkowie grupy reagują również na fragmenty wystąpienia Armanda, w trakcie jego trwania.)

Armand Volkas

„Nazywam się Mary Elizabeth Saudergas. Jestem Amerykanką o północnoeuropejskich i litewskich korzeniach. Gdy mówię to, czuję  się uhonorowana moim pochodzeniem, a jednocześnie doświadczam głębokiej świadomości związanego z nim cierpienia.”

„Nazywam się Merry Beth Ross. Jestem Żydówką. Kiedy wypowiadam te słowa, czuję dumę, ale jednocześnie jestem świadoma, że ludzie odbierają mnie często przez pryzmat swoich stereotypów na temat mojego pochodzenia.”

„Nazywam się Maria Enriqueta Gonzalez Barron. Jestem Meksykanką i Amerykanką. Kiedy mówię o tym, czuję, że mam szczęście łączenia w sobie wymiaru dwóch kultur, a jednocześnie odczuwam smutek, że jedna z nich jest spostrzegana w tym społeczeństwie jako znacznie mniej wartościowa niż druga.”

„Mam na imię Victoria Antoinette Dello Joio. Jestem amerykańską lesbijką o żydowskich i włoskich korzeniach (i arabskim zapleczu). Gdy wypowiadam nazwy kultur, z których się wywodzę, czuję, że przyznawanie się do nich głośno jest nadal ryzykowne. Dopiero od kilku lat, po ogromnej pracy wewnętrznej czuję, że ta mieszanka jest źródłem mej siły a nie kulą u nogi.”

„Nazywam się John Chung. Jestem Koreańczykiem. Wiążą się z tym dla mnie nieustanne próby zrozumienia innych, bo wiem, że inni nie zdobędą się na wysiłek, aby zrozumieć mnie.”

„Nazywam się Christine Joy Kalb. Jestem Amerykanką skandynawskiego pochodzenia o niemieckich korzeniach… głównie niemieckich. Zawsze łatwej mi mówić o moim skandynawskim pochodzeniu, bo nawet teraz, pięćdziesiąt lat po II Wojnie Światowej, gdy mówię „Niemka” dla wielu oznacza to „Nazista”.

Nazywam się Armand Volkas i jestem Żydem.

Jestem żydowskiego pochodzenia.

Jestem żydowskim Amerykaninem.

Jestem Amerykaninem.

Je m’appelle Armand Volkas et je suis Francais.

Jestem Francuzem.

Jestem synem polskich i żydowskich członków ruchu oporu ocalałych z Zagłady.

Czuję się zaszczycony tym, że mogę podzielić się z wami moim doświadczeniem zawodowym i moją wizją naszej pracy. Moja praca w kulturach podzielonych konfliktami i moja osobista historia są ze sobą intymnie powiązane, aby więc opowiedzieć o jednej z nich, muszę jednocześnie podzielić się z wami drugą.

Urodziłem się we Francji. Jestem synem dwójki wspaniałych ludzi, którzy w jakiś sposób zdołali przetrwać niewyrażalne upokorzenie, poniżenie i traumatyczne doświadczenia, zachowując przy tym swą godność. Jestem przesiąknięty ich opowieściami, spijałem je z mlekiem matki, nasiąkałem nimi w momentach ciszy i w powodzi słów. Cielesne i afektywne wspomnienia serwowane były co wieczór, niczym obiadowe dania. Połykałem je w całości. Czy przyjąłem na siebie brzemię ich opowieści, czy zostałem wybrany do niesienia ich, nie ma tu żadnego znaczenia. Są we mnie. Są wbudowane w esencję mojego istnienia. Mogę je ignorować, co często robię i co muszę robić, aby móc skoncentrować się na własnym życiu, ale nie mogę wymazać ich z mego umysłu. Nie jestem w stanie usunąć z niego obrazów bohaterstwa, lęku, nędzy, upokorzenia i śmierci. Mam jednak wybór: mogę opowiedzieć ich historie i przekształcić je w konstruktywne działanie. Moja praca jako dramaterapeuty, ukierunkowana jest na wspieranie kultur w integrowaniu traumatycznej spuścizny, a jednocześnie jest częścią mojego własnego zmagania się z tym, czego sam nie jestem w stanie ani zmienić, ani wymazać. Zdecydowałem się na wykorzystywanie własnego historycznego zranienia i zapoczątkowywania twórczych działań zarówno ze względu na własną spuściznę, jak i na pomoc klientom, z którymi pracuję.

Moja praca z traumą historyczną polega na poszukiwaniu znaczenia. Koncentruję się w niej się na pamięci i tym, co pamiętane. Umożliwia podzielenie się osobistą historią i doświadczenie odzwierciedlenia jej z pozycji świadka. Pokazuje, jak trauma przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Jest pracą nad złożonymi emocjami płynącymi ze spotkania z historią i wspiera ich integrację na osobowym poziomie. Umożliwia doświadczenie tego, co dzieje się, gdy spotyka się osobowe i zbiorowe – gdy opowieść jednego człowieka staje się opowieścią wielu. Polega na stworzeniu przestrzeni na opłakiwanie i żałobę. Upamiętnia i oddaje szacunek umarłym. Pozwala nam rozpoznać w sobie potencjalnego prześladowcę i przyjąć jego istnienie do wiadomości. Buduje mosty pomiędzy kulturami. Koncentruje się na kulturowej i narodowej tożsamości i poczuciu własnej wartości, bo każdy z nas potrzebuje pozytywnej więzi z „plemieniem”, do którego należy.

Armand Volkas

Mój ojciec urodził się na Litwie. Otaczający go antysemityzm, i ekonomiczna i społeczna niesprawiedliwość sprawiły, że stał się aktywistą. W 1936 roku przyłączył się do Brygady Międzynarodowej i wyruszył do Hiszpanii, aby walczyć z faszystowskim dyktatorem Franko. Pod koniec hiszpańskiej Wojny Domowej powrócił do domu rodzinnego, aby spotkać się z bliskimi, których widział wtedy po raz ostatni. Po wojnie dowiedział się, że całą jego rodzinę wymordowali Naziści, zmuszając ich przedtem do wykopania sobie własnych grobów. W 1942 roku był jednym z ochotniczych spadochroniarzy, których zrzucono za liniami wroga, z zadaniem zorganizowania ruchu oporu. Z dwunastu spadochroniarzy jedynie on przeżył skok. Przez rok był w partyzantce organizując ruch oporu w żydowskim getcie. Został aresztowany i przewieziony do Auschwitz. Przeżył pierwsze selekcje do komór gazowych i został zmuszony do przymusowej pracy. Szukał swej ukochanej, która walczyła razem z nim w ruchu oporu i została tam przed nim wywieziona, dowiedział się jednak, że wkrótce po przybyciu do Auschwitz rzuciła się na podłączone do napięcia ogrodzenie, bo wolała śmierć, niż życie w obozie. W Auschwitz mój ojciec przyłączył się do podziemnego ruchu oporu i należał do grupy, która wysadziła w powietrze krematorium. Jedynie trzy osoby w historii obozu w Auschwitz zdołały z niego uciec. Mój ojciec był tym, który opracował plan ich ucieczki. Jeden z ich udał się do Moskwy, drugi do Londynu, nikt jednak nie był w stanie uwierzyć w ich opowieści o niewyobrażalnym okropieństwie obozowego życia.

Moja matka urodziła się w Polsce i doświadczyła w dzieciństwie straszliwego antysemityzmu. Opuściła Warszawę i udała się do Paryża we wczesnych latach trzydziestych, podążając za swym mężem, który pragnął stworzyć dla nich lepsze życie. W 1940 roku Naziści wmaszerowali do Paryża. Moja matka była wtedy w ciąży z moim przyrodnim bratem. Uciekła na południe Francji aby urodzić tam dziecko. Powróciła potem do okupowanej Francji, gdzie wszyscy Żydzi byli zmuszeni poddać się rejestracji. Jej mąż, który przyłączył się do armii francuskiej, został jeńcem wojennym. Matka przyłączyła się do francuskiego ruchu oporu, przemycając broń, rozprowadzając ulotki i pomagając żydowskim dzieciom w ucieczce do Szwajcarii. Omal nie została zaaresztowana przez kolaborującą z Nazistami francuską policję, ale udało jej się wyskoczyć przez okno z drugiego piętra i uciec. Przefarbowała włosy, zmieniła imię i tożsamość, i nadal prowadziła podziemną działalność. Wiedziała jednak dobrze, że jej dni w ruchu oporu są policzone. Oddała mojego brata, który miał wtedy dwa i pół roku, francuskiej rodzinie w Normandii i wkrótce została zaaresztowana przez Nazistów i przewieziona do Drancy. Biciem i torturami próbowano ją zmusić, aby wydała nazwiska tych, którzy walczyli razem z nią w ruchu oporu. Następnie została przewieziona do Auschwitz, gdzie, wraz z grupą innych kobiet znalazła się w niesławnym Bloku nr 10, w którym Josef Mengele i Carl Clauber traktowali kobiety niczym świnki morskie, prowadząc na nich sterylizacyjne eksperymenty.

Moi rodzice poznali się w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Mój ojciec pracował przy przetwarzaniu skórzanych przedmiotów będących własnością zagazowanych. Ktoś mu powiedział, że moja matka potrzebuje butów, przeszmuglował je więc dla niej. W samym środku najgorszego horroru ich dusze odnalazły w sobie siłę, aby otworzyć się na miłość. W trakcie marszów śmierci po ewakuacji Auschwitz, gdy więźniowie byli przerzucani z obozu do obozu, mój na wpół żywy ojciec dostał się do Buchenwaldu, gdzie rozpoznał go niemiecki więzień polityczny, z którym poznał się w trakcie walk w Hiszpanii. Dawny znajomy otoczył mojego ojca opieką i pomógł mu wrócić do zdrowia.  Ojciec został wyzwolony przez armię amerykańską, wraz z wyzwoleniem Buchenwaldu 11 kwietnia 1945 roku. 

Moja matka, która po Auschwitz przerzucana była z obozu do obozu, uciekła 15 kwietnia i skrywała się w lasach. Ten dzień uznaje za dzień swego wyzwolenia. Wróciła do Francji, gdzie odnalazła mojego brata. Francuska rodzina, z którą go zostawiła, ukrywała go i chroniła przez cały czas trwania wojny. Jej pierwszy mąż również przetrwał wojnę, i na nowo się ze sobą związali. Jednak pięć lat wojny i Auschwitz okazały się być przepaścią nie do pokonania, i ostatecznie rozstali się.

Mój ojciec powitał wolność jako człowiek bez rodziny i bez kraju. Powrócił do Paryża, poszukując mojej matki. Tam spotkali się na nowo i byli w stanie zacząć budować wspólne życie. Tam właśnie się urodziłem. Aby pozostawić za sobą przesiąkniętą krwią europejską ziemię przenieśliśmy się do Stanów Zjednoczonych, postanawiając rozpocząć nowe życie.

Jak pracuje się z tego rodzaju spuścizną?

To właśnie teatr nadał kształt moim poszukiwaniom własnej tożsamości i egzystencjalnym pytaniom. Gdy uzyskałem tytuł magistra na Wydziale Sztuki Uniwersytetu UCLA, stworzyłem wraz z innymi Żydami niosącymi doświadczenia wojenne sztukę teatralna o spuściźnie Holocaustu. Czułem, że największym odwetem, który możemy wziąć na Hitlerze jest stworzenie nowej żydowskiej kultury. I tak powstał eksperymentalny teatr w Los Angeles, który zajmował się żydowską kulturą i jej wartościami. Działo się to w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W Stanach Zjednoczonych synowie i córki ocalałych z Holocaustu zaczynali odnajdywać się nawzajem i porównywać swoje doświadczenia. Na początku czułem, że to bardzo pomocne. Z biegiem czasu zorientowałem się jednak, że grupy pomocowe dla dzieci ocalałych służą jednocześnie podtrzymywaniu naszej wiktymizacji. Ja zaś chciałem przemienić moje poczucie bycia ofiarą w coś innego, a nie pławić się w nim. Zacząłem myśleć o Niemcach z mojego pokolenia. O czym myślą? Co czują? Czy dzieci prześladowców zmagają się z podobnym poczuciem wiktymizacji? 

W 1975 roku zacząłem pracować jako dramaterapeuta w szpitalu psychiatrycznym i w więzieniu dla kobiet we Frontera (California Institution for Women), gdzie osadzone były zabójczynie z sekty Charlsa Mansona. Czułem, że muszę zrozumieć naturę prześladowcy, którego każdy z nas w sobie niesie. Czy da się go poskromić? Jeżeli tak, to w jaki sposób? W 1986 obrońca z urzędu poprosił mnie, abym skonsultował dwudziestojednoletniego mężczyznę, który zamordował dwójkę dorosłych i osiemnastomiesięczne dziecko nożem kuchennym. Pracowałem w intymności relacji terapeutycznej z tym mężczyzną przez rok i mogłem sam doświadczyć kontaktu z umysłem prześladowcy. Używając dramaterapii doszliśmy do momentu, w którym chwycił za nóż i zanurzył go w ciałach swych ofiar. Kierowało mną pragnienie zrozumienia go. Musiałem wiedzieć, jak ktoś może zdehumanizować innych do tego stopnia, aby torturować ich, gwałcić, zabijać. Zeznawałem na jego rzecz w procesie o karę śmierci. Sędzia w wywiadzie po zakończeniu procesu powiedział, że to moje zeznania zhumanizowały tego „potwora” na tyle, aby ocalić jego życie.

Po ponad rocznej pracy z tym człowiekiem, czułem, że chcę kontynuować pracę z prześladowcami. Była to niemal duchowa potrzeba. Czułem, że muszę zrozumieć zło kryjące się za Holocaustem i wiedziałem, że jeżeli chcę doświadczyć pracy, która zbliży mnie do zrozumienia umysłu Nazistów, muszę zacząć pracować z ich dziećmi.

W 1989 roku zaprosiłem siódemkę potomków ocalałych z Holocaustu i siódemkę potomków Nazistów z Trzeciej Rzeszy do spędzenia wspólnie kilku dni i wspólnego zgłębiania dziedzictwa, które wynieśli z czasów wojny. W pracy z tymi grupami zastosowałem szereg ćwiczeń, pozwalających im na przywołanie historii, snów, wspomnień i dylematów. Tworzyliśmy rytuały, pozwalające na pomieszczenie bolesnych doświadczeń. Spieraliśmy się. Wrzeszczeliśmy na siebie nawzajem. Rysowaliśmy. Malowaliśmy. Pisaliśmy poezję. Stwarzaliśmy postaci. Opłakiwaliśmy bolesne rany. Dawaliśmy sobie wzajemne oparcie. Razem bawiliśmy się, przywołując dzieciństwo, które spędziliśmy w cieniu wojny. Pod koniec warsztatu byłem zaskoczony głęboką więzią, która między nami powstała. Wydarzyło się tam coś doniosłego o transformującym charakterze. Doświadczaliśmy poczucia odkupienia. Zdałem sobie sprawę z tego, że to, co robimy ma wielkie znaczenie i może wprowadzić w świecie zmianę. W ten właśnie sposób odnalazłem pracę swego życia.

Po tym doświadczeniu przeprowadziłem w Niemczech i w Stanach Zjednoczonych wiele warsztatów dotyczących spuścizny wojennej. Moja praca zmieniała się z biegiem czasu. Zacząłem pracować ze spuścizną związaną z francuską kolaboracją pod okupacją niemiecką i ze spuścizną wojny algierskiej. Łączyłem w swej pracy Palestyńczyków i Izraelitów, Japończyków, Chińczyków, Koreańczyków, pracując nad ich dziedzictwem z II Wojny Światowej. Pracowałem z Afroamerykanami i europejskimi Amerykanami nad spuścizną niewolnictwa, nad burzliwym przymierzem Żydów i Czarnych, nad komunikacją pomiędzy słyszącymi i niesłyszącymi. Wkrótce będę organizował spotkania rdzennych Amerykanów i europejskich Amerykanów dotyczące spuścizny ludobójstwa na rdzennie amerykańskich plemionach.

Armand Volkas

W trakcie warsztatów „Uzdrawiania zranień historii” (Healing  the wounds of history) uczestnicy mają możliwość przemiany odziedziczonych uczuć, tak aby mogli wyrwać się z wewnętrznego uwięzienia, które one wywołują. Przełamany zostaje cykl gniewu, wstydu i winy. Znika uczucie obciążenia i przygnębienia, pojawia się w ich miejsce zdolność do wchodzenia w międzykulturowe reakcje w świecie. W tym środowisku wykuwają się głębokie więzi.

Ta transformacja ma głęboki wpływ na uczestników, który nie kończy się wraz z końcem warsztatów. Stanowi ona rodzaj terapii dla większej społeczności, która zmienia spostrzeganie i dostarcza wzorca pozwalającego radzić sobie z niesprawiedliwością społeczną, nienawiścią i ludobójstwem. Wcześniej nie istniał żaden model, który mógłby pokazać nam, jak integrować doświadczenia płynące z historii prześladowań. Najczęściej w wyniku prześladowań ludzie okopują się w nienawiści i pragnieniu odwetu. Nie ma modeli, które pozwoliłyby nawzajem się wysłuchać, pracować z gniewem, czy sięgnąć do zasobów dobra, gdy dominuje pragnienie odwetu. Nikt nie nauczył nas jak wychodzić z zamknięcia w przeszłości, jak  opłakiwać utratę, jak zachowywać pamięć o tym, co było. Jeżeli nie nauczymy się, jak inicjować ten rodzaj uzdrawiania na społecznym poziomie, konflikty będą jedynie eskalować. Jeżeli nie zaczniemy pracować nad tymi głębokimi zranieniami i poskramiać potencjalnego prześladowcę w każdym z nas, ludzkość zanurzy się destrukcji.

Pracuję nad tymi obszarami wnosząc tę tematykę w życie społeczne za pomocą filmu, przedstawień i rytuałów upamiętniania. Robię to, bo chcę pokazać ludziom, że ten rodzaj leczenia jest możliwy. Mówię, że możemy to zrobić. Możemy przejść od uwięzienia w nienawiści do bycia sprzymierzeńcami. Oto kilka kroków, które to umożliwiają:

Pierwszym krokiem, który pozwala na spotkanie kultur jest przełamanie tabu, które nie pozwala ze sobą rozmawiać. Często rozdzielone są one niewidzialną barierą, która zabrania kontaktu. Rozmawianie z „wrogiem” jest często spostrzegane jako zdrada. Ale gdy dwie spolaryzowane grupy łamią tabu i angażują się w uczciwy dialog, mogą rozpocząć pracę nad pokładami nierozwiązanych emocji, które do siebie nawzajem żywią. Pracuję z emocjonalnymi pionierami, którzy przecierają innym szlaki.

Następny krok pozwala na wzajemne humanizowanie obrazu siebie poprzez opowieści. Gdy członkowie skonfliktowanych kultur słuchają wzajemnie swoich bolesnych historii, zaczynają ich one obchodzić. Uczucia empatii i zaprzyjaźnienia stają się potężniejsze niż historyczny imperatyw nienawiści. Dramaterapia, Playback Theatre i psychodrama to doskonałe narzędzia, które pozwalają na odwrócenie ról. Dzięki nim możliwe staje się stworzenie podwójnych wiązań, które uczestnicy muszą rozwiązać. Jak mogę nienawidzić tę samą osobę, do której odczuwam empatię? 

Gdy pojawia się wystarczający poziom zaufania, inicjuję fazę, w której próbujemy zrozumieć potencjalnego prześladowcę w każdym z nas. Aby mogło dojść do pojednania, ludzie muszą zdać sobie sprawę z tego, że w ekstremalnych warunkach każdy z nas może stać się okrutny. Zaakceptowanie tej prawdy wiele zmienia. Pojawia się nowy punkt ciężkości, nowa równowaga.

Następna faza polega na głębokim kontakcie z żałobą. Kluczowe na tym etapie jest wspólne opłakiwanie i przyzwolenie na przeżywanie emocji. Uczestnicy niosą w sobie ból swych rodziców, dziadków i przodków, i dopóki żałoba nie staje się możliwa, spuścizna ta przekazywana jest na następne pokolenia. 

W trakcie kolejnej fazy tworzymy wspólne przedstawienia, rytuały upamiętniania i integracji. Skonfliktowane grupy tworząc rytuały upamiętniania publicznie rozpoznają złożoną i trudną historię, którą dzielą. Pozwalają one na skanalizowanie emocji w formie estetycznej. Publiczne przedstawienia rozciągają leczące skutki pojednania na społeczeństwo, dotykając życia i emocji tych, którzy nie brali udziału w warsztacie.

Ostatnią fazą jest podjęcie zobowiązania aktów twórczych i aktów służby dla innych. Jest to jeden ze sposobów pracy ze współdzieloną traumą historyczną. Dokonuje się przez opowieści, poezję, sztukę, teatr i przekształcanie przeszłego bólu w piękno. Inni potrzebują skanalizować swoją energię w jakiś rodzaj pracy dla społeczności: pracują z uchodźcami politycznymi, pomagają ofiarom gwałtu, pracują na rzecz powstrzymania niesprawiedliwości.

W 1995, pięćdziesiąt lat po zakończeniu wojny, udałem się na pielgrzymkę do Auschwitz. Widziałem tam 10 Blok, gdzie prowadzono eksperymenty na mojej matce. Odwiedziłem komory gazowe. Chodziłem po obozie. W obozie Birkenau włóczyłem się po miejscu, które nazywają „polami popiołów”. Nazwa wzięła się od tego, że na pewnym etapie wojny przywożono tylu Żydów, że krematoria nie były w stanie nadążyć ze spalaniem ciał. Składano więc je w stosy i palono całymi tygodniami. Chodziłem po „polach popiołów”, i uderzyło mnie to, że rosły tam najpiękniejsze polne kwiaty, jakie w życiu widziałem. Nie mogłem się nadziwić temu, że natura jest w stanie przetworzyć niewyobrażalny horror w piękno. Ta duchowa rzeczywistość jest motorem mojej pracy.

Opowieści moich rodziców o bohaterstwie i przetrwaniu stały się dla mnie alegoriami, niosącymi mądrość, wartości i naukę, mówiącą mi o tym, jak mam żyć swoim życiem. Z ich doświadczenia nauczyłem się że:

Gdy napotykamy niesprawiedliwość, lub prześladowania, musimy podjąć działanie. Z historii moich rodziców dowiedziałem się, jak ważna jest nadzieja, nawet gdy wydaje się, że wszystko jest stracone.

Niemożliwe jest jakiekolwiek polityczne rozwiązania dla zła, które niesie w sobie ludzkość, dopóki nie zrozumiemy natury i potrzeb istoty ludzkiej.

Żyjemy w niesłychanie przerażających i niebezpiecznych czasach. Potrzebujemy innowacyjnych rozwiązań społecznych, kulturowych i politycznych problemów, które przed nami stoją. Jako dramaterapeuci  dysponujemy nimi, jesteśmy w stanie stworzyć atmosferę intymności, empatii i doświadczenia społeczności w warunkach, które większość ludzi uznałaby za beznadziejne. Wierzę w to że, podobnie jak Jacob Moreno mówił o psychodramie, dramaterapia ma zdolność do transformacji społeczeństwa. Jako lekarze, uzdrowiciele zranień, jesteśmy niczym spadochroniarze ruchu oporu, zrzucani są poza linie wroga, aby walczyć z przemocą, nienawiścią, dehumanizacją i wyobcowaniem w naszym społeczeństwie. Zachęcam was do śmiałości w działaniu, nawet, gdy wydaje się, że nic się nie da zrobić! Odnajdźcie w sobie odwagę, aby urzeczywistnić swoją wizję lepszego świata!

przekład: Małgorzata Kalinowska

redakcja: Jacek Kobiński

(Przekład i publikacja za zgodą autora)

 

Warsztat Armanda Volkasa „Leczenie zranień psychiki zbiorowej na konferencji „Słowa, które pamiętają”

Healing the wounds of history

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Simple Share Buttons
Simple Share Buttons

Zapisz się do naszego newslettera

FreshMail.pl