FreshMail.pl

Poznaj Terminatora – refleksje Pawła Kieniewicza nad nowoczesnym diabłem

Autor: Paweł Kieniewicz

 

Jezus rzekł: „Jeśli wydobędziecie z siebie to, co jest w was, to ono wam przyniesie ratunek.

Jeśli nie wydobędziecie z siebie tego, co jest w was, to ono właśnie was zniszczy”

Ewangelia sw. Tomasza

 

Można pomyśleć, że w dzisiejszych czasach czyhające na nas demony i złowrogie duchowe jestestwa, wraz z przesądami i ideami religijnymi, zostały przez ludzi nauki zesłane na śmietnik historii. Wydawać by się mogło, że nie są dziś one przedmiotem poważnych badań naukowych. A jednak pojawiają się w nich, choć nie pod postacią rogatych bestii lecz, zgodnie z XXI-wiecznym stylem epoki, w formie złowrogiej sztucznej inteligencji.

W ostatnim czasie Stephen Hawking, Elon Musk i Bill Gates wystosowali ostrzeżenie przed sztuczną inteligencją, która ich zdaniem jest największym egzystencjalnym zagrożeniem dla ludzkiej rasy. Dzielą przekonanie innych cybernetyków, którzy uważają, że pewnego dnia maszyny staną się samoświadomymi bytami takimi jak my, a gdy ten dzień nadejdzie, rasa ludzka nie będzie miała żadnych szans. Ich ostrzeżenia przypominają scenariusz filmu „Matrix”, w którym inteligentne maszyny zmiotły dużą część ludzkości z powierzchni ziemi.

Również nowy artykuł autorstwa Federico Pistono i Romana V. Yampolskiy dostarcza informacji o tym, jak stworzyć cybernetycznego demona, zdolnego do unicestwienia ludzkiego rasy. Skoro więc pojawiły się już plany, na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie próbował je zrealizować i stworzyć diabła.

Dlaczego nauka współczesna ma tyle kłopotu z pozbyciem się diabła? Od czasu Oświecenia nie było większego problemu z marginalizacją Boga do tego stopnia, że zdaniem pisarzy takich jak Richard Dawkins, niewiele we wszechświecie pozostało Bogu do zrobienia. Inaczej jest z diabłem, którego powrót jest planowany przez niektórych członków społeczności sztucznej inteligencji. Można by sparafrazować Voltaire’a mówiąc „Gdyby diabeł nie istniał, człowiek musiałby go wymyślić”. Co ciekawe, cybernetycy nie przewidują, aby ich praca miała prowadzić do powstania inteligentnego i dobrego bytu, takiego, którego religie określają mianem Boga. Zdaje się, że łatwiej im stwarzać diabła.

Czym w istocie jest diabeł? Oczywistym przykładem jest Ostateczny Terminator. Lecz przecież diabeł także tkwi w szczegółach. Jest on więc tym, co się pojawia i kąsa wtedy, gdy się tego najmniej spodziewamy. Kryje się w zasadzie niezamierzonych konsekwencji. Podczas, gdy oświetlamy światłem rozumu dany problem, diabeł jest w tym o czym zapomnieliśmy, lub co uznaliśmy za nieistotne, w rzeczach, o których chcielibyśmy zapomnieć.

terminator1

Podobnie jest z gwałtownym rozwojem technologii ostatnich dekad. Największe i najnowsze gadżety są wspaniałe. Mój iPhone łączy mnie z przyjaciółmi niezależnie od tego, gdzie są, i to za pół darmo. A jednak ma to swój koszt. Pomimo tego wszech-połączenia wiele osób odczuwa coraz większą izolację, ponieważ zastąpiło ono inne formy relacyjności. Nowy globalny umysł nazywany Internetem kryje także siatki terrorystyczne, przestępczość zorganizowaną, niszczycielskie wirusy, a być może pewnego dnia zrodzi się z niego Ostateczny Terminator.

Dla piszącego ten tekst jasne jest, że kulturę współczesną przenika głęboki lęk. Wzrost technologiczny, zwłaszcza w obszarze informacji, ze wszystkimi zaletami wynikającymi z globalnej komunikacji, obudził w nas strach. Nie wiemy, dokąd to wszystko prowadzi. Obwieszczenie nowego przełomu sztucznej inteligencji, takiego jak komputer pokonujący ludzkość w nowej grze, budzi strach. Kultura kinowa odzwierciedla lęk kulturowy. Przyszłość, jaką sobie wyobrażamy, nie jest dobra lecz dystopijna. To przyszłość człowieka wystawionego do walki z maszynami, zombie, lub przerażającymi wilkołakami. Wyobrażamy sobie społeczeństwo w strzępach, rządzone zasadą bezwzględności. Demony działają. Jest  jednak bohater lub bohaterka, który niestrudzenie próbuje się z nimi rozprawić.

Skazując Boga na banicję, nasz racjonalny umysł został wodzem naczelnym wszechświata. Nie ma dla nas rzeczy nie do zrobienia: ;eczymy choroby, podróżujemy do gwiazd, żyjemy nadzieją, że pewnego dnia dzięki zlaniu naszej świadomości z sztuczną inteligencją staniemy się nieśmiertelną super-istotą. Lecz u szczytu osiągnięć okazuje się, że na szczycie jest nieco samotnie. Wszechświat kontemplowany racjonalnym umysłem jest tak bezsensowny jak nigdy przedtem. Nic dziwnego, że może się to skończyć stworzeniem diabła, bo to przynajmniej przynosi nieco rozrywki. Może nam się zdawać, że panujemy nad sytuacją, lecz wyższy zmysł moralny nie jest częścią pakietu.

Patrząc na to z innej strony można zobaczyć, że nasze poczucie kontroli jest złudzeniem. To nie my jesteśmy panami sytuacji, lecz siły, których istnienia jesteśmy raczej nieświadomi. Taka myśl nie jest miła dla większości z nas, przyzwyczajonych do postrzegania racjonalnego umysłu jako bożka naczelnego. Czesław Miłosz wyraża to następująco:

Jaki rozumny człowiek zechce być państwem demonów,
które rządzą się w nim jak u siebie, przemawiają mnóstwem języków,

a jakby nie dosyć im było skraść jego usta i rękę
próbują dla swojej wygody zmieniać jego los?

W świecie historyków i psychologów głębi taki pogląd nie jest szczególnie radykalny. C.G. Jung poświęcił całe życiu studiowaniu archetypów – sił psychicznych wspólnych dla całej ludzkości, przez które na głębokim poziomie jesteśmy kontrolowani. Jednak w trakcie ubiegłego wieku znaczenie tego, co znalazło wyraz w psychologii głębi Freuda i Junga, zostało zdecentralizowane przez współczesną psychologię, z jej skupieniem na rozwiązywaniu problemów. Łatwiej przyjąć pozycję, w której mamy poczucie, że kontrolujemy sytuację. Zło czynią terroryści. To inni są problemem. Pewnego dnia diabeł zniknie w czystym świetle rozumu.

Taki punkt widzenia jest problematyczny, ponieważ diabeł nie przestaje istnieć, gdy go ignorujemy. Ktoś w tej chwili właśnie próbuje skonstruować Ostatecznego Terminatora. Psychologia głębi uczy nas, że to ten diabeł, którego nie znamy lub którego nie chcemy poznawać, czyni najwięcej szkody.

Osoba, którą zabijamy w napadzie furii, która okazuje się nigdy nie poznanym synem, wciąż nim pozostaje; wciąż jest synem który ginie z naszej ręki. Nasz brak świadomości nie jest usprawiedliwieniem.

W toku rozwoju technologicznego utraciliśmy kontakt ze światem wewnętrznym, z siłami, które choć niepoznane przenikają nasze decyzje. Ignorujemy tamten świat na własne ryzyko. Rozpoznanie i poznanie go jest imperatywem, który może zadecydować o tym, czy nasza ludzka rasa przetrwa.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Simple Share Buttons
Simple Share Buttons

Zapisz się do naszego newslettera

FreshMail.pl